Dom Światełko
"Bądź uwielbiony Boże za dziś i za wczoraj!
Daj także jutro - cokolwiek się wydarzy - by wiele cieszyło i wszystko było pożyteczne."

Położenie  - z jednej strony las, z drugiej otwarte przestrzenie, łąki,  w dali znowu lasy. W starym, owocowym, kwitnącym wówczas sadzie  trawa po kolana i żółto od mleczy. To otoczenie nas urzekło. Tak, to jest to – pomyśleliśmy. Nie poddamy się. Coś się obudziło w sercach – tak, to jest to miejsce! Jednocześnie ogarnął nas lęk, czy to będzie możliwe...? Stopniowo, systematycznie odwiedzaliśmy to miejsce wszyscy. Podziwialiśmy otoczenie i przerażeni byliśmy stanem budynku. Nasze zdania były różne, dlatego zastanawialiśmy się, jaką podjąć decyzję?
Przywieźliśmy szefa Firmy budowlanej „Mark-Bud” z Sieradza (firma ta była jednym z większych świetlicowych sponsorów, problem dzieci był więc znany), aby pan inżynier okiem fachowca spojrzał i ocenił, czy warto w to się "pakować"? "Dobre mury, fundamenty, to nas przeżyje, warto, bierzemy". Kamień spadł nam z serca.
    Postanowiliśmy przywieźć tu dzieci, aby one same zobaczyły to miejsce. Jak je odbiorą, co powiedzą na temat stojącej ruiny i otaczającej ją okolicy? Poza tym od samego początku chcieliśmy jasno i czytelnie wprowadzić dzieci w środowisko lokalne i dokładnie określić, dla kogo Dom ma być przeznaczony.
To, co przeżyliśmy można nazwać szokiem. "Tu będzie NASZ DOM! – cieszyły się dzieciaki.  Nie zniechęciły ich ruiny, zachowywały się tak, jakby w ogóle nie zauważyły zniszczonego budynku. Zajrzały w każdą dziurę, po drabinie weszły na poddasze i wyglądały przez okna. "Tu będzie nasza jadalnia, tu kuchnia, tu mój pokój, tutaj nasz. Stodołę rozbierzemy sami, podwórko własnymi rękami uprzątniemy, byle jak najszybciej" - przekrzykiwały się. Dla nas zachowanie dzieci stało się nowym źródłem  siły i nadziei. Także sad i dla nich był bajką, tylko było widać wystające pomiędzy żółtymi mleczami dziecięce główki, a nad nimi kwitnące jabłonie. Poszliśmy do pobliskiego lasu i zwiedziliśmy wieś. Szkoła znajdowała się naprzeciwko Domu, do przystanku autobusowego 3 minuty drogi, do Sieradza 24 km. Po drodze zobaczyliśmy sklep spożywczy, sklep z artykułami szkolnymi, pocztę, kościół, za Domem znajdowała się piekarnia, las, a w nim żwirownia. Teren wokół Domu miał powierzchnię 1,52 ha.
Po zwiedzeniu okolicy usiedliśmy do jedzenia. Kiełbasę na ognisko zjadł nam pies ze wsi, pozostał chleb i słodycze. Jedliśmy i bawiąc się, wyrażaliśmy swoją radość. Sporo ludzi zatrzymywało się obok, pewnie z ciekawości. ale i też z życzliwości. Patrzyli na dzieci. Zatrzymał się przy płocie pewien starszy pan: "Co tu będzie, przedtem to było tu tak i tak..” I opowiadał wiele ciekawych rzeczy, wyjaśniał, do kogo należą pozostałe tereny. Zatrzymał się na chwilę przejeżdżający czerwonym maluchem młody mężczyzna, okazało się że to nasz przyszły sąsiad. Porozmawiał bardzo życzliwie  i na koniec, wskazując, gdzie mieszka,  dodał: "Jak będzie wracać, przyjdźcie do nas umyć buzie dzieciom". Wstąpiliśmy do niego po drodze. Jego żona z dziećmi wyniosła nam całą miednicę jeszcze ciepłych ciastek, piekła wtedy oponki. Lęk przed środowiskiem prysnął.
Pojechaliśmy do Urzędu Gminy do Brąszewic. Przywitała nas przemiła pani wójt. "To i tak niszczeje, gmina kiedyś rozpoczęła remont, ale brakło środków”.  Rzeczywiście dach był zmieniony i futryny w części okien, które zdążyły się do tej pory wypaczyć. Poprosiliśmy o dzierżawę z zapewnieniem wykupienia na własność. I tak się stało, po wszystkich ustaleniach podpisaliśmy dzierżawę na 3 lata.


Po otrzymaniu wszystkich stosownych pozwoleń został napisany Program Domu, a raczej jego wizja - jak ma wyglądać od strony organizacyjnej. Nie był to jeszcze Statut czy Regulamin Organizacyjny. Projekt  budynku wykonała nam firma projektowa "PROJNAD" z Sieradza. Powiedzieliśmy tylko, jakie pomieszczenia budynek powinien posiadać. Samo rozwiązanie techniczne pozostawiliśmy fachowcom, którym zaufaliśmy. Otrzymaliśmy gotowy Projekt i Kosztorys w darze jako wkład firmy w Dom.

    I co dalej? Skąd wziąć środki na remont? Koszt adaptacji według ustalonego kosztorysu przeraził nas. Nie mieliśmy pojęcia, gdzie znajdziemy tyle pieniędzy i kto je nam da? Napisaliśmy ponad 100 listów, próśb, projektów i rozesłaliśmy po Polsce  - do różnych fundacji, dobrze prosperujących firm, zakładów ogólnie znanych. Za granicę wysłaliśmy ponad 30 podobnych próśb.
    Nastąpiła cisza przeciągająca się w nieskończoność, a czas nieubłaganie płynął. Minął rok dzierżawy i remont nie rozpoczęty. Dnia 29 maja w święto Świętej Urszuli Ledóchowskiej (wtedy jeszcze błogosławionej), mając przy sobie  Jej relikwie, poszliśmy do  firmy „Mark-Bud”, która miała być wykonawcą całej adaptacji budynku. Poprosiliśmy, aby firma remont rozpoczęła z własnych środków, a my pieniądze sukcesywnie będziemy oddawać. A tak naprawdę ich nie mieliśmy. Nie mieliśmy też żadnego zapewnienia, że je otrzymamy. Każdy na pewno zada sobie pytanie: co nas skłoniło do takiego kroku - głupota, naiwność czy wiara i zawierzenie Panu Bogu? Na szczęście  szefostwo naszej firmy budowlanej wyraziło zgodę. "Dobrze w sierpniu wchodzimy” (był to rok 1998). Co nimi kierowało?.... Chodziliśmy po  hurtowniach budowlanych w porozumieniu z "naszymi budowlańcami" po różne materiały, dostaliśmy część za darmo w formie darowizny, część z późniejszą odpłatnością. Pierwsze 50 000,-zł  w gotówce i jedyne większe „polskie pieniądze” dostaliśmy z sieradzkiego ( wtedy jeszcze) Terpolu - wierny przyjaciel i sponsor „Domu Światełko” i Świetlicy „Światełko Dzikuska” od początku po dzień dzisiejszy. Nie odmówiły też pomocy mniejsze zakłady i firmy z terenu Sieradza i okolic.  Większość jednak naszych rozesłanych próśb pozostała bez echa. Część naszych adresatów odpowiedziało odmownie, znalazły się jednak trzy Fundacje zachodnie, w tym dwie kościelne, które zareagowały na nasze prośby. Dom udało się wyremontować i wykupić. Remont  wyniósł prawie 600 000,-zł. Ostatnie należności naszym wykonawcom spłaciliśmy w 2000 roku bez złotówki naliczonych odsetek. Gminie uiściliśmy należną opłatę 115 000,-zł. Budynek wraz z przyległą posesją został notarialnie przepisany jako własność Katolickiego Stowarzyszenia "Światełko" 20 czerwca 2000 roku, w rocznicę beatyfikacji Urszuli Ledóchowskiej.

DALEJ